Witam!
Dzisiaj opiszę Wam wydarzenie sprzed roku, które było początkiem mojej przygody w ZS. Tamtej pamiętnej soboty pojechałam z tatą do Kowalewka na strzelnicę.
Pierwszy raz miałam w ręku AKM, który ma cechy bojowe. Czułam podniecenie i strach. Uczucie jest niesamowite, gdy się ma w dłoni coś, czym można zabić. Położyłam się na materac w pozycji strzeleckiej i wzięłam głęboki oddech, serce waliło mi jak młot. Dostałam rozkazy od Pana Jacka i przyłożyłam policzek do kolby... Ze słuchawkami na uszach zgrałam muszkę i szczerbinkę, podpinając magazynek i przeładowując, czułam narastającą adrenalinę w moim ciele. Wymierzyłam drugi raz i położyłam palec wskazujący na spuście. Przyciskając broń do siebie miałam wrażenie, że jestem tylko ja i broń, a moje umiejętności zaraz zostaną wykorzystane, aby trafić w cel...
Bardzo czuły spust...
Bardzo czuły spust...
I stało się, broń wystrzeliła a ja czułam się jak w siódmym niebie. Huk zagłuszył kompletnie moje myśli. Oparłam głowę o przedramię i się uspokoiłam...
Poczułam ulgę, że mam już to za sobą, ale jeszcze większy zawód, że niedługo to się skończy.
Teraz już na 101% wiem, że bez wojska nie byłabym sobą. To jest całe moje życie i dziękuję kolegom "po fachu" za tyle wspaniałych przeżyć! :)
Teraz już na 101% wiem, że bez wojska nie byłabym sobą. To jest całe moje życie i dziękuję kolegom "po fachu" za tyle wspaniałych przeżyć! :)
Ze strzeleckim pozdrowieniem,
strzelec ZS Paulina.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz